| copyrights Junior | junior.blogtrotter.com/foto



  



TnCh2-11-19

TnCh2-11-22

TnCh2-11-24

TnCh2-11-26

TnCh2-12-06

TnCh2-12-07

TnCh2-12-23

TnCh2-13-10

TnCh2-13-13

TnCh2-13-19

TnCh2-13-21

TnCh2-14-03

TnCh2-14-13

TnCh2-14-14

TnCh2-14-17

TnCh2-14-21

TnCh2-14-23

TnCh2-15-05

TnCh2-15-09

TnCh2-15-15

TnCh2-15-19

TnCh2-15-23

TnCh2-15-24

TnCh2-16-06

TnCh2-16-11

9.07.2002 Pewnie nigdy bym nie wszedł do chińskiego szpitala z aparatem na szyi, gdyby nie mój kumpel Artur, który w tym pięknym kraju mieszka już 10 lat. To on przedstawił mi dr Wang. Pani doktor jest specjalistką od tradycyjnej medycyny chińskiej. Jeździ z wykładami po całym świecie. W szpitalu jest naprawdę 'dużą szychą' i ma posłuch (Chińczycy przywiązują dużą wagę do tych spraw 'hierarchii'). Jedno jej słowo wystarczyło, by chińscy pacjenci nie wzbraniali się od mojego obiektywu i białego człowieka, który wciska się miedzy łóżka. Cały gabinet wygląda raczej prowizorycznie, może nie jak szpital polowy, ale chyba to najbliższe określenie. Pomieszczenie wielkości mniej więcej 30 m2 i 4 boksy po każdej stronie, oddzielone parawanami z dykty. W każdym boksie 2 małe łóżeczka, a na małych łóżeczkach – mali Chińczycy. W małych Chińczykach dziesiątki igieł...malutkich i ostrych. Tradycyjna chińska medycyna to akupunktura i naturalne ziołolecznictwo, o którym zaraz. O medycynie chińskiej nie wiem dużo, więc nie będę ściemniał. Wiem, na pewno, że Chińczycy wierzą w nią bezgranicznie. Wiem, też, że pieczołowicie dostosowują swoja dietę, żeby była zdrowa. Ten słynny Żeń Szeń na przykład. Wiem, że działa na potencję, podobne działanie ma też, jak gdzieś wyczytałem, płetwa rekina i jeleni 'ogon'. Serio! hue hue Pani Wang bez śladu niepewności, wkuwa igły w swoich pacjentów, niczym sprawny sportowiec rzuca lotkami do tarczy. To podobno naprawdę pomaga. I tradycyjna medycyna to chyba najodpowiedniejsze określenie, jako że pacjenci to głównie ludzie po 50. Widać na ich pokłutych twarzach wiarę w te szpileczki. Kolejny rekwizyt to banki. Takie mniej więcej jak pamiętam z dzieciństwa, tylko, że tu stawiane są na całym ciele, a nie tylko na plecach. Ładny widok. Dużo zdjęć zrobiłem, ale z wiadomych względów językowych nie dowiedziałem się dużo na temat igieł i baniek. Przychodzi kolejny pacjent - ok.60 letni staruszek. P. Wang mówi, ze jeszcze 10 lat temu miał raka. Parę zabiegów i po bólu. Teraz przychodzi do szpitala regularnie i daje sobie wbijać igiełki. W twarz. Duużo zdjęć. Pytam moja Przewodniczkę po chińskiej medycynie, o inne sprawy z nią związane. Schodzimy 3 pietra niżej. Uderza mnie nieprawdopodobny zapach. Moje nozdrza są ostro pobudzone. Kicham 3 razy. Intensywny zapach z niczym nie porównywalny. Pieprz, papryka, zapach lasu, morza, jodu, majeranku i pszenicy, kolendry i ogórka, mięty i wanilii. Czujecie to? Najśmieszniejsze jest to, że wszystkie te dary, w odpowiednich proporcjach zmieszane leczą z najcięższych chorób. Wśród tych oparów i wszechobecnego pyłu uwijają się jak w ukropie skośnookie magisterki w maskach na twarzach. Za ich plecami ogromny regał z setkami szuflad. Co sekundę, niczym robot jakiś, specjalistki wyjmują to szczyptę tego, to garść tamtego. W każdej z szuflad ziela rożnego rodzaju, grzyby, gałązki, przyprawy i sam nie wiem co jeszcze. To znaczy wiem co jeszcze, bo jedna z zaabsorbowanych pań aptekarek otworzyła przy mnie jedną z szafek. A tam o prostu: suszone koniki morskie i chrabąszcze. Na środku pomieszczenia stoi stół, gdzie składniki wrzucane są na specjalne tacki. Później następne dziewczę wszystko waży, a kolejne pakuje do torebek. I dzięki takim jak one Chiński lud ma się dobrze. Coraz lepiej. Wiara w leki czyni cuda.