|
|
|
|
12. Cat Ba
11.08.2002
Nie miałem dostępu do sieci przez parę dni byłem na wyspie, wróciłem parę
dni temu.
To jeden z ostatnich moich maili z Wietnamu...
Wczoraj okazało się, że nie ma ż a d n e j możliwości przedłużenia mojej wietnamskiej
wizy.
(W Kantonie, gdzie wyrabiałem wizę, 'specjaliści' z konsulem wietnamskim na
czele,
zapewniali, że nie będzie żadnych problemów z przedłużeniem) Próbowałem wszystkich
środków perswazji w immigration office, korzystałem z pomocy ambasady. Do niedzieli
muszę opuścić ten piękny kraj.
Mam jeszcze trochę czasu. Wybiorę się do Laosu.
Niestety w weekend ambasady nie pracują, więc dostanę tam się w poniedziałek/wtorek.
/Spotkałem czworo Polaków, którzy właśnie wrócili z Laosu, są zachwyceni.
Zobaczymy.
Jest podobno dostęp do netu
Do Wietnamu pewnie jeszcze kiedyś wrócę, bo mam sporo tu jeszcze do zrobienia/
--
A jak było na wyspie?
Zatoka Halong. Halong to po wietnamsku 'lecący smok'. Legenda głosi, że jak
leciał, rzucał
kamieniami. Teraz jestem na jednym z nich na wyspie Cat Ba, nad morzem Południowo
Chińskim, koło zatoki Tonkińskiej. Wokół mnie, nad zatoką o powierzchni 1,553
km kw. jest
jeszcze 1968 wysepek kamieni.
Kamienne wyspy i wysepki wystają z błękitnego, czasem turkusowego morza. Rozhukane
fale rozbijają się o skały, rzeźbią groty. Ale docierają też na plaże. Złociste,
drobnopiaszczyste plaże, wypełnione turystami. Choć bez problemu można znaleźć
odludne
miejsca.
Ale zanim tu dotarłem z Hanoi (najpierw autobusem do miasta Halong, stamtąd
łodzią na
wyspę) odwiedziliśmy groty. Nigdy nie byłem wielkim fanem formacji skalnych,
stalaktytów,
czy stalagmitów. Jednak to co zobaczyłem tu, to co zrobiła erozja i woda ze
skałami... przez 2
miliony lat...
17. grudnia 1994 roku jedna z komisji UNESCO była wyjątkowo zgodna. Jednogłośnie
zadecydowali o wpisaniu Zatoki Halong na Światową Listę Dziedzictwa Naturalnego
UNESCO.
Wyspa Cat Ba (347 km kw.) to wioska rybacka, największa z wysp. Sceneria bardzo
malownicza. Turkusowe morze, wysokie, skaliste góry.
Wyglądam przez okno hotelu tysiące łodzi. Ludzie tam mieszkają. Po prostu
mieszkają.
Żyją z rybołówstwa i turystyki. Naprawdę baaadzo turystyczne miejsce. Setki
turystów.
Wietnamskie dzieciaki na każdym kroku nachalnie sprzedają pocztówki 'helou,
postkards?!',
'uai not?'. Rumor niesamowity. Bardzo mało samochodów, ale skuterów co nie
miara.
Trąbią i trąbią i trąbią.
Zaryzykuję, może dalej, w jakimś innym zakątku wyspy nie będzie tak tłoczno.
Jadę.
Przede mną niekończąca się droga. Kręta, górska, wąska. Wzniesienia i zjazdy.
Od 8 do 14%.
Stromo.
Pode mną 110 koni mechanicznych (skuter Honda Wave II)
Po bokach bezkresne, błękitne morze. Z drugiej strony te skaliste i wysokie
góry.
Czuję wiatr. Słońce - skwar (skutki tego dopiero następnego dnia poparzenia
słoneczne i
złażąca skóra. Ból!).
Jadę dalej nucąc 'Born To Be Wild'. Gdy tylko widzę wyłaniający się zza góry
jakiś motor -
trąbię. To moja mała zemsta na Wietnamczykach, za te wszystkie decybele, które
muszę
znosić.
Nie wiem jak szybko jadę. Nie działa prędkościomierz, ani licznik kilometrów.
Nikt mnie nie
wyprzedza.
Odbijam w szutrową, kamienistą drogę. Wjeżdżam w soczyście zieloną, przesyconą
wilgocią,
dżunglę. Park Narodowy Cat Ba.
Gaszę motor.
Słyszę tylko odgłosy buszu. Melodyjny, wysoki śpiew ptaków. Rytmiczne szuranie
cykad.
Spokojny szum palm i sosen. Co za cisza. Co za spokój. Ukojenie.
-
Nowi ludzie, kolejne wysłuchane i opowiedziane historie. Znów nie podróżuję
samotnie.
Zakumplowałem się z dwoma dziewczynami z Nowej Zelandii (Nicki i Carmen - podróżują
po świecie dwa lata); z Killianem z Irlandii (pracował jako doktor na południu
Wietnamu); z
Philem z Anglii (objeżdża cały świat przez rok); Maria i Simon ze Słowenii (turyści
w
Wietnamie).
Międzynarodowe integracje pod palmą.
Złota Plaża.
Pluskanie w słonej wodzie.
3 noce i 4 dni