Tnpunk02

Tnpunk03

Tnpunk05

Tnpunk09

Tnpunk10

Tnpunk11

Tnpunk14

Tnpunk16

Tnpunk17

Tnpunk19

Tnpunk20

Tnpunk21

Tnpunk22

Tnpunk23

4.
8.07.2002


Spotkaliśmy się pod McDonaldsem na północy Pekinu. Jego czerwony irokez wzbudza duże zainteresowanie. To Yan Yan, pochodzi z Japonii. Od 3 miesięcy mieszka w Pekinie. Zakochał się w Chince, Shenjing, którą poznał na koncercie w swoim mieście i przyjechał do niej. Rzuca szkołę – nie lubi Japończyków i Koreańczyków. Nudzą go i nie rozumieją punk rocka. Prowadzi sklep z płytami, popularnej tu wytwórni Crazy Ant.
Jedziemy taksówką jakieś 15 minut, mijając betonowe osiedla. Przeprasza, że jego inglisz iz sou bed. Ale dogadać, dogadujemy się.

W oczy szczypie dym i wciska się pył. Zachodzące słońce, resztkami sił, ale nadal z wdziękiem oświetla plac budowy i rusztowania. Koparki i robotników. Już niedługo – kolejny drapacz chmur. Poruszamy się wzdłuż wysokiego ogrodzenia, by w końcu dotrzeć do celu – West Bar.
Już czeka na nas załoga Brain Failure. Wokal włosy ma w cętki, jak krowa z reklamy Milki. Taką z resztą nosi czapkę. Na sobie ma jeszcze kamizelkę z naszywkami Brain Failure i A w kółeczku... Gitarzysta wygląda podobnie, ale jego głowę zdobi różowo-zielony irokez.
Idziemy coś zjeść. Po drodze wokal, swą niestety łamaną angielszczyzną, opowiada mi o pekińskim punku. Że scena narodziła się 6 lat temu. Że czerpią inspiracje z kapel japońskich i angielskich. Jego ulubiona to The Clash. Teksty pisze i śpiewa po angielsku. Tak jest mu łatwiej wyrażać siebie, opowiadać o swym życiu i niechęci do globalizmu.
Jemy. Razem z nami, oprócz całego składu Brain Failure (gitara, wokal, bas i bębniarz), są też ich znajomi i Yan Yan. Jemy pałeczkami i rozmawiamy o muzyce. Oni – zbierają siły przed koncertem.
Nadszedł oczekiwany moment. Zaraz wchodzą na scenę. Przed klubem pojawiło się więcej irokezów i kolorowych głów. Są też Biali, przeważnie z USA. Nie ma agresji. Patrząc na ten kilkuset osobowy tłum, kłębiący się przed wejściem do West Baru, mam wrażenie, że to wielka rodzina idzie na imprezę swoich braci. Taka jedność i przyjaźń ich łączy. Są też łysi – skinheadzi. i też jak członkowie rodziny. Irokezi i łysi. Biali i
kolorowi. Bez przemocy i agresji.


Brain Failure stroi instrumenty, a ja już się pocę pod, a zaraz na scenie. Mały klub jest bardzo ciemny i nie ma wentylacji, ale ma klimat. W głębi jest scena, a po bokach stoliki wypełnione młodymi, wsłuchanymi w pierwsze takty kapelki. Są też tacy, co kręcą pogo i podskakują pod sceną. Ale spokojnie, mimo że takty coraz szybsze.
Ich Muzyka bardziej przypomina mi rocka. Zmienne rytmy. Łamane, ale szybkie takty.
Szkoda, że nie mogę zrozumieć o czym śpiewa wokal, cały już siny na twarzy. Grają i grają. Nawet mi się podoba. Zupełnie nie czuję przesytu czy znudzenia, a już kończą. Przy burzy oklasków i głośnych okrzykach, ociekający potem, schodzą ze sceny. Brain Failure daje czadu!
Następny zespół, ta sama scena i równie wielka euforia. Pod sceną miotają się i kręcą czuby irokezów. Dziwne to dla mnie, bo dobiegają mnie okrzyki oj, oj, oj. Gra teraz kapela skinheadowska, a punkrockerzy się bawią. I to jak! Nie znam ich nazwy, ale też nieźle grają.
Odprowadzam Brain Failure do taksówki. Na pożegnanie dają mi stertę naklejek ze swoim logo i obiecują wysłać swoją płytę. Już jedną nagrali. Za dwa dni jadą na tournee po Japonii, razem z Yan Yan.
Punk's not dead.